czwartek, 21 listopada 2013

Regularne topienie druta nie ma sensu.

Piotr Śledziński nie lubi późno wstawać, szkoda życia. Tego poranka wybrał się jak zwykle na rozmyślanki przy stawie.

Haking w tradycyjnym publicznym internecie jest w końcu aż tak nieprzewidywalny, że przydała by się jakaś alternatywa do bezpiecznego przekazywania informacji. Na przykład te druty... jeśli zanurzyć taki w wodzie to sygnał może się rozejść i trafić do odbiornika. Albo nawet możnaby utopić cały nadajnik i ktoś w końcu się po niego zgłosi. Nie ma problemu kolizji, ponieważ w stawach i rzekach nie jest to tak częste zjawisko aby ktoś nadał sygnał w ten sposób... albo przynajmniej tak się Panu Śledzińskiemu wydawało. A co jeśli nawet? Gdyby był to ocean to wyrażenia regularne pozwoliłyby odnaleźć właściwy sygnał... ale to już przypomina tradycyjny Internet. Nie ma to najmniejszego sensu, wędkowanie ma przynajmniej wymiar duchowy.

Szkoda tylko że ryby nie biorą, ale i tak lepsze to niż podwodna walka pasywnych czujników i nadajników aktywujących się pod wpływem zdarzenia, bezzałogowych łodzi podwodnych, i tak dalej. Ale pewnie i tak ludzie będą to robić, choć to głupota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz